Bartosz Krzysiek: Stal Nysa do PlusLigi jest przygotowana podręcznikowo

Porozmawialiśmy z zawodnikami i prezesem Stali o tym co było wczoraj, co jest dzisiaj i o tym, co przyniesie jutro. 

Merytoryczne Forum Siatkarskie: Zdaję sobie sprawę, że mało kibiców ogląda KRISPOL I ligę. Gdyby mógł Pan ocenić swoją postawę za ostatni sezon? Czy jest Pan zadowolony z tego co pokazał na przełomie prawie całego sezonu?
Bartosz Krzysiek: Cały czas staramy się popularyzować pierwszą ligę. Świetnym rozwiązaniem było wprowadzenie transmisji prowadzonych przez Polsat Sport. Moim zdaniem jeszcze lepszym pomysłem byłoby umożliwienie przeprowadzenia transmisji live przez telewizję internetową jeśli akurat Polsat Sport nie wybiera się na dany mecz. Jeśli chodzi o mnie, to wykonałem dużo pracy indywidualnej w okresie wakacyjnym. Dzięki temu miałem przewagę nad naszymi rywalami już na starcie rozgrywek. W skali całego sezonu dosłownie tylko kilka piłek zagrał bym inaczej niż to zrobiłem. Pozwala mi to wystawić sobie ocenę 5. Oczywiście jestem zadowolony ze swojej postawy i z optymizmem patrzę na naszą wspólna przyszłość.

Gdyby mógł Pan scharakteryzować Stal Nysę? Jakie są wasze najlepsze strony? Czy na realia pierwszej ligi staliście się drużyną idealną?
Stal Nysa to zespół w którym każdy znał i rozumiał swoje miejsce, swoją rolę, swoją wartość. Wszyscy wiedzieli w jakim celu tu są. Jako drużyna lubiliśmy swoje towarzystwo, dobrze się ze sobą czuliśmy nie tylko na boisku. Bardzo dużo znaczyło dla nas przygotowanie taktyczne. Dawało nam to możliwość dominowania rywali przy własnej zagrywce. Jednak elementem który zawsze dawał nam oddech i pozwalał wychodzić z trudnej sytuacji był atak drużyny przy dobrym przyjęciu. Patryk świetnie czuł wszystkie strefy. Nie brało się to z niczego, bardzo dużo trenowaliśmy sideout.

Nawiązując do poprzedniego sezonu – Jaki to był sezon dla Stali? Aż 13 punktów przewagi nad drugim BBTS-em! Czy dało się lepiej zagrać?​Sezon był pełen wspaniałych emocji. Uwielbiałem mecze u siebie głównie ze względu na naszą Halę Nysa. Nasi kibice nie mieli sobie równych we frekwencji i w zaangażowaniu się co dostrzegłem dopiero gdy nie mogłem zagrać z Wrocławiem u siebie. Nawet lekko mnie to wzruszyło. Tamtego dnia uświadomiłem sobie jak duży jest to projekt i jak mocno wspierany przez tysiące serc.
“Zawsze da się grać lepiej”, “to jeszcze nie jest nasz maks”‘, “z lepszym rywalem musimy dać z siebie więcej”. Tak mówiliśmy w wywiadach po meczach i między sobą. Wewnątrz drużyny rzadko panowała duża radość po zwycięstwach. Mimo że potrafiliśmy świetnie skupić się na “dziś” to wiedzieliśmy, że najważniejsze mecze będą w play-off. To pozwalało nam nie popadać w hurraoptymizm. A myśl, że jesteśmy “aż tak dobrzy” krążyła gdzieś w powietrzu, gdzieś obok, nie w nas.

W którym momencie sezonu zrozumieliście albo uświadomiliście sobie, że jesteście murowanym kandydatem do awansu? Może nikt nie wie, ale 14 spotkań wygranych z rzędu robiło spore wrażenie!
Prawdopodobnie wszyscy wiedzieliśmy o tym jeszcze zanim sezon wystartował. Tym razem nikt nie owijał w bawełnę. Było jasne, że cel dla Stali Nysa w sezonie 19/20 jest jeden- awans do PlusLigi. “Jeśli nie uda się to w tym sezonie to prędko ekstraklasy w Nysie nie będzie” mogliśmy słyszeć. Na szczęście nikt nie chodził za nami codziennie to powtarzając, nie wywieszał nam hasła “tylko awans” w szafkach. Zaufano nam i pozwolono robić swoje. Myślę, że był to świetny balans, z jednej strony mieliśmy jasno określony cel, a z drugiej strony nie dolewano oliwy do ognia, sztucznie zwiększając presję. Ta grupa cieszyła się każdego dnia tym co robi.

Były momenty, w których czuliście się już zbyt pewnie i wtedy twarda ręka trenera Stelmacha musiała włączyć się do akcji?
Trener nas dobrze poznał. Sam nas wybierał. Znał naszą mentalność. Przed meczami rzadko rzucał oklepane motywacyjne teksty. Ufał nam. Przychodziły tygodnie gdy jakiś element gorzej funkcjonował. Nie zarzucał nam wtedy, że się nie staramy czy nam się nie chce. Wręcz przeciwnie, pomagał nam wyjść z tego poprzez pracę, powtórzenia. Tylko raz na przestrzeni sezonu dał nam popalić tak jak “stary Stelmach” potrafi. Po porażce u siebie z Norwidem w PP.

Nawiązując do poprzedniego pytania. Jaki jest trener Krzysztof Stelmach? Czy tylko wygląda na takiego groźnego? Stara się go zapraszać do jakichś gierek czy już mówi stanowcze nie?
Zawsze ceniłem trenera za to, że nie boi się pytać zawodników co myślą na dany temat. Co ważne, nie pyta tylko po to, aby zapytać, czekając już z gotowymi tekstami na każdą odpowiedź. Jeśli pyta to naprawdę chce poznać Twoją opinię i się z nią liczy. Gdy zawodnik czuje tego typu wsparcie od szkoleniowca to jest mu dużo łatwiej się rozwijać. Jednak trzeba wiedzieć, że to trener Stelmach jest nr 1 w zespole i ma przygotowany plan na cały sezon. Przychodzisz do pracy i wiesz dlaczego i po co wykonujesz dane ćwiczenie. Jeśli chodzi o gierki to biorą w nich udział zazwyczaj szkoleniowcy, którzy wcześnie skończyli grać lub mają coś do udowodnienia. Wydaje mi się, że nasz trener nie należy do żadnej z tych grup. Jednak trzeba oddać, że jest mistrzem galaktyki w trafianiu plasem z miejsca w poprzeczkę. Chciałbym zobaczyć pojedynek z Karchem Kirally.

Krzysztof Stelmach czy Andrzej Stelmach – Który według Pana był lepszy?
Śledziłem ich karierę już jako nastolatek. Klasa światowa. Obaj grali na innych pozycjach. Andrzej jako rozgrywający bardzo mocno pomógł mi przetrzeć szlaki w Plus Lidze. To dzięki jego precyzji i pasji zrobiłem szybki progres i dostałem możliwość gry w szerszym wymiarze dla AZSu Olsztyn w moim debiutanckim sezonie.
Natomiast z trenerem Stelmachem nie miałem przyjemności grać jednak pracowaliśmy już razem 3 sezony więc zdążyliśmy nawiązać pewna relację. Trener wie, że jestem osobą i graczem któremu trzeba zostawić trochę więcej przestrzeni dla siebie. Dzięki temu dobrze czuje się w grupie i pozwala mi to na zaskakiwanie rywali na meczach, np. w bloku.

Nawiązując do poprzednich pytań. Czy duet Stelmach / Janas to jeden z tych duetów “idealnych”? Mógłby Pan scharakteryzować ten duet?
Cały nasz sztab szkoleniowy to świetni fachowcy którzy doskonale wykorzystują możliwości jakie stwarza nam klub. Mamy wszystko na miejscu. Możemy dowolnie konfigurować treningi. Dysponujemy czasem i sprzętem. Wszyscy palą się do pracy. Nasi trenerzy pięknie się różnią, dzięki czemu doskonale się dopełniają. Na pewno znaleźli wspólny język i nadają na tych samych falach.

Nie chce wnikać w rynek transferowy, ale czy po tak dobry sezonie Bartosz Krzysiek miał propozycję z innych klubów? Lub myślał nad innym klubem?
Rzeczywiście w tym sezonie moja postawa sportowa w liczbach, procentach i na materiałach wideo wypada bardzo dobrze.
Według agentów było parę “opcji”. Głównie zagranicznych. Jednak moim celem był nie tylko awans do PlusLigi, a również utrzymanie się w ekstraklasie. Mam też ważny kontrakt ze Stalą Nysa, więc okres transferowy przyjąłem raczej na chłodno.

PlusLigę macie zagwarantowaną, prawda? A więc moje pytanie brzmi. Po tak udanym sezonie w pierwszej lidze. Na przykładzie Ślepska Suwałki – jakie są cele beniaminka z Nysy na przyszły sezon?
Z informacji podanych przez klub wynika, że jest wiele formalności, ale wszystkie zostały dopełnione. Wszyscy w odpowiednim czasie poznamy zespół i cele na przyszły sezon. Żeby grać o utrzymanie w PlusLidze trzeba budować drużynę która będzie aspirować do walki o pierwszą ósemkę. Właśnie taką postawę pokazał Ślepsk Suwałki. Zaprezentowali bardzo ciekawą koncepcję, w której zarówno zawodnicy zagraniczni jak i debiutanci świetnie spełnili swoją rolę.

Czy Nysa jest gotowa na PlusLigę? Będą fajerwerki? Czy w samym mieście czuć “hype” na siatkówkę? Ludzie w Nysie byli spragnieni sukcesów?
Myślę, że Stal Nysa jest przygotowana podręcznikowo. Ludzie w okolicy uwielbiają wydarzenia organizowane przez miasto czy gminę. Mieszkańcy wyrobili w sobie wysoką kulturę angażowania się w różne eventy i wydarzenia społeczne. Kochają również siatkówkę, której historia niesie za sobą wieloletnią tradycję i sukcesy. Mamy Klub Kibica, który wspiera nas również na wyjazdach. Hala Nysa jest wręcz skrojona pod PlusLigę. Odpowiednie finansowanie i zarządzanie klubem pozwala sięgać po kolejne cele, nie tylko sportowe.
“Mecz otwarcia”, “wielki powrót”, już dziś możemy sobie wyobrazić nagłówki i hasła zapowiadające pierwszy mecz przyszłego sezonu. Dla wszystkich będzie to wielkie wydarzenie. Jednak najważniejszy będzie ostatni gwizdek sędziego w sezonie, a nie ten pierwszy.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x